czwartek, 26 maja 2016

Gdzie mieszka miłość?




Dzień mamy....dziś bardziej niż w innym czasie czuję tę moc Gdy małe, lepkie rączki obejmują moją szyję, gdy dostaję laurkę i portret z pięknymi rzęsami, znikam, zatapiam się w tej matczynej słodkości. 
Córki to radość mojego życia, jednak codzienność matki jest, jak olimpiada, wielki wysiłek, wielkie skupienie, nie co 4 lata, ale każdego dnia, każdej godziny. Myślę, że każda matka mogłaby z powodzeniem zastąpić generała na wojnie.
Wciąż więc wojuję i zmagam się z rutyną i potrzebą jakiejkolwiek własnej realizacji. Nieraz wygrywam, częściej jednak przegrywam, nakrywam się nogami, a na głowie tańczą mi córy, pies i świnka Peppa. 
Zamykam oczy, czas zwalnia, porwałam Lu na kawę, w tym wykupionej chwili tulimy się do siebie i szepczemy czułe słówka, patrzę na jej warkocze i widzę w tym całym wirze sens, widzę go w każdym splocie jej włosów. Uświadamiam sobie, że właśnie w tych splotach mieszka miłość mamy. Dziś to ja zaplatam miłość w jej warkocze, jutro ona będzie zaplatać warkocze swoim córkom.
Ten wysiłek ma sens, tak jak ma sens bardzo głęboka studnia, z której zawsze można zaczerpnąć czystej wody. Zawieszam więc siebie, bez żalu, w poczekalni i zaplatam córkom warkocze. 

środa, 3 czerwca 2015

Życie w rozkwicie :)

Gdy spadł śnieg pierwszy raz spojrzałam w oczy swojej drugiej córki....choć trudno mi było uwierzyć w to szczęście, które otrzymałam, wierzę czy nie ono jest od stycznia częścią mojego życia :D
Po trudnym ciążowym roku dostałam wiatr w żagle, a codzienność z dwiema córkami okazuje się prostsza, wspanialsza, radośniejsza niż mogłam to sobie wyobrazić :) Nie ma w niej trudu, jest tylko wielka radość, że wreszcie jestesmy w komplecie.
Już nie czekam na to co ma przyjść, mamy swój dom rodzinny, mamy ogród, mamy dwie córy :)
To szczęście i poczucie przynależenia do czegoś naprawdę wartościowego powoduje, że czuję spokój, tam w środku, gdzie wcześniej było tylko nierwowe rozedrganie i właśnie wciąż to oczekiwanie na wiatr, który wreszcie coś zmieni.
Zanurzyłam się w naturze, piekę, gotuję, domuję. Zbieram mniszki i kwiaty czarnego bzu na miody, robię syropy z pędów sosny.
Matkowanie mnie porwało i dopełniło :D chusty, karmienie piersią...wspaniały matkowy budyń :D
Nasz dom: ciepły, gościnny, otwarty, pełny......wszystkiego :)
Przy kawie i cieście "leśny mech"

Z córcią w słońcu

Syrop z kwiatów czarnego bzu i miód mniszkowy




piątek, 5 września 2014

Wrzesień...zanurzam się w międzyczasie...

Ostatni czas jest inny...właściwie nie mam nic do powiedzenia, wszystko jest tak przyziemnie oczywiste, że szkoda słów by o tym deliberować. Moje ciało przejęło kontrolę i całkiem mnie zdominowało. To stan nazywany Stanem Błogosławionym....
Jednak przyszedł wrzesień, dla mnie czas magiczny i długo wyczekiwany. No właśnie...od paru miesięcy towarzyszy mi uczucie wyczekiwania, całkowicie się w nim schowałam i jakbym całkiem zniknęła, słyszę tylko mijający czas i na niego zwracam uwagę.
Dziś jestem sama w domu, rodzina wyjechała na parę dni. Szelest drzew za oknami i Mozart wprawiają mnie w stan błogości i przychodzi do mnie uczucie dawno zapomnianego spokoju ducha, czerpania siły z samotności.
Poszłam więc do ogrodu, bosymi stopami chodziłam po trawie, zebrałam trochę malin, czytałam. 
Odczułam głęboki sens swojego stanu zawieszenia. Trudno mi się z tym pogodzić, ale nieraz "siedzenie w poczekalni życia" nie jest czasem straconym, tylko chwilą przed wielką podróżą, która przyniesie i rozwój i zaskoczenie i rozwiązanie....
Czekam więc. Oczekuję.

środa, 5 lutego 2014

Idę pod prąd...już podjęłam decyzję.

Iść pod prąd i nie oglądać się na innych.
Trudna sprawa...od jakiegoś czasu doświadczam po wielokroć odczucia, jak bardzo różnię się ze swoim poglądem na życie od reszty ludzi...
Nie raz juz miałam oczywiście poczucie, że nie przystaję to "normalnej" rzeczywistości, jednak od czasu przeprowadzki wszystko nie tylko przyśpieszyło ale i wyklarowało się. Widzę, że różnię się bardziej niż początkowo myślałam. 
Przyjaciółka robiła ostatnio badania na naszej rodzince, kulturoznawcze testy ;) Wysnuła wnioski, które okazały się dla mnie przełomowe, bo określiły i nazwały moje samopoczucie od jakiegoś czasu: różnimy się od innych, bo przedmioty mają dla nas mniejszą wartość, ważniejsze są RELACJE i...duchowość.
Mąż zawiesił lustro w przedpokoju, nie-nowe, nie-ładne, z kropkami i zaciemnieniami, zniekształcające odbicie. 
Dla mnie jest jak tryptyk życia: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, jak anioł ze skrzydłami. Pewnie są lustra piękniejsze, modniejsze, bardziej zadbane jednak to lustro ma swoją energię, swoją duszę i ta dusza jakby zaczęła się uśmiechać, gdy została przywrócona do życia, doceniona ze swoim doświadczeniem.
Nieraz w pędzie cywilizacyjnym mam poczucie, że prawdziwe wartości, głębia, stają się stratą czasu, nie podkreślają statusu wiec są bezwartościowe. Bo wartościowa nie staje się własna droga, a podążanie tam gdzie wszyscy, nie relacje, a przedmioty, nie tworzenie, a posiadanie.
Żyję w gromadzie, ale jakże często czuję się zupełnie sama, tylko dlatego, ze uznałam za wartościowe stare lustro, w opozycji do tych, którzy ponoć chcą więcej.


niedziela, 13 października 2013

Płodny dom.

Światło się zmienia, słońce świeci z ukosa i przenika przez liście nadając powietrzu słomkową barwę.
To mój złoty czas...życie pączkuje wewnątrz domu, rodzina owija się w swetrowe kokony, kominek trzaska ogniem...trzeba zagnieść chleb.
Mieszkamy tu już rok, ale dopiero czując smak jesiennego powietrza przypomniałam sobie o tym rytuale!
Nastawiłam zakwas i z napięciem obserwowałam, jak tworzy się nowe chlebowe życie, dokarmiając i ogrzewając słoiczek.
Kawa na stole, ogień płonie, chleb wyrasta, a ja popijając zbożówkę pomyślałam, że chleb tworzy dom, dom płodny, ciepły i rosnący w siłę.
Rozkroiłam właśnie bochenek i jest on w istocie kwintesencją domu, a najlepiej smakuje jedzony z kimś, kogo się kocha :) 








poniedziałek, 16 września 2013

Czerwonowłosa wiedźma...

Czas zatacza koło :) Znów jestem czerwonowłosa :) Jednak tym razem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
Kiedyś byłam jak wiatr, teraz jestem, jak ziemia.
Mocno stoję i zaczynam kołysać biodrami. Znów zaczynam taniec kobiecości, jednak teraz mocno przyprawiony siłą i determinacją, cynamonem i henną.
Bo przecież kobiecość ma wiele twarzy, wiele wcieleń, wiele mocy...
Zaczyna się jesień, Wrzesień to czas wiatru, zmiany, przemiany. Czas już z nową, wielką siłą wejść z impetem w nowy czas.
Rudość to ja...