Posty

Kobiecość, w której żyję.

Obraz
Spokojny wrześniowy dzień, dzieci bawię się w pokojach, a ja porządkuję kuchnię po śniadaniu. Słońce pada z ukosa na stół. Myję dzbanek na kawę, jej zapach rozchodzi się po całym domu. dodałam do niej dziś miodu i goździków, niech słodycz rozgrzeje krew.
Kawa bulgocze i paruje, jak moje myśli, odganiam je niecierpliwie dłonią, jak odpędza się niechciany puszek topoli przywiany przez wiatr. Jednak te myśli wciąż wracają...w końcu siadam i piszę by je jakoś poukładać i włożyć do szuflady.... jestem kobietą..... jestem kobieca.... kobieta kobieca..... femina..... wagina...... victoria.
Jak znaleźć swoje miejsce w tym świecie, w którym albo feministki wyją pod sejmem albo kobieta to ta, która nosi siaty... stoję gdzieś w rozkroku bo żadna ze mnie feministka ani kuchta. Dzisiejszy świat nie znajduje miejsca dla.....strażniczki.....strażniczki domowego ogniska, a właśnie tak siebie określam, gdy o tym mówię przez twarze rozmówców przebiega grymas rozbawienia i niedowierzania. Ale tak właśn…

Jesień zmienia drogę...

Obraz
Wieje wiatr....odwracam twarz w jego kierunku, a on roztrzepuje mi włosy. Niesie zapach dymu i liści i gałązek palonych w ogródkach. Duży, jak talerz, liść Jawora ma już pożółkłe krawędzie...idzie jesień i ten wiatr...niesie z sobą dreszcz tajemnicy, jakiejś magicznej przemiany natury, która po prostu, w pół kroku, kładzie się na ziemi i zasypia. Wszyscy są zaskoczeni, jakby chcieli złapać za warkocz uciekającą pannę.
Lubię ten czas tęsknoty, swetry otulają ramiona, wiersze same się piszą, obrazy w kawiarni wyskakują z głowy i jak linia arabeski wpełzają na karton. Dym z ognisk zrobił chyba sobie gniazdo na mojej głowie bo na obrazach są jesienne zbiory ziół i czarnego bzu i dzikiej róży, głogu, zupa z marchewki i pietruszki, która rozgrzewa zimne stopy, płoną świece, a gorący dzbanek kawy z cynamonem i kurkumą wlewa w serce nadzieje, że to nie koniec, ale dopiero początek przemiany, bo przecież gdy wieje wiatr zmienia się natura ale i w człowieku zmienia się coś...



Gdzie mieszka miłość?

Obraz
Dzień mamy....dziś bardziej niż w innym czasie czuję tę moc Gdy małe, lepkie rączki obejmują moją szyję, gdy dostaję laurkę i portret z pięknymi rzęsami, znikam, zatapiam się w tej matczynej słodkości. 
Córki to radość mojego życia, jednak codzienność matki jest, jak olimpiada, wielki wysiłek, wielkie skupienie, nie co 4 lata, ale każdego dnia, każdej godziny. Myślę, że każda matka mogłaby z powodzeniem zastąpić generała na wojnie.
Wciąż więc wojuję i zmagam się z rutyną i potrzebą jakiejkolwiek własnej realizacji. Nieraz wygrywam, częściej jednak przegrywam, nakrywam się nogami, a na głowie tańczą mi córy, pies i świnka Peppa. 
Zamykam oczy, czas zwalnia, porwałam Lu na kawę, w tym wykupionej chwili tulimy się do siebie i szepczemy czułe słówka, patrzę na jej warkocze i widzę w tym całym wirze sens, widzę go w każdym splocie jej włosów. Uświadamiam sobie, że właśnie w tych splotach mieszka miłość mamy. Dziś to ja zaplatam miłość w jej warkocze, jutro ona będzie zaplatać warkocze swoim c…

Ciasto piernikowe lepi się do rąk....

Obraz

Życie w rozkwicie :)

Obraz
Gdy spadł śnieg pierwszy raz spojrzałam w oczy swojej drugiej córki....choć trudno mi było uwierzyć w to szczęście, które otrzymałam, wierzę czy nie ono jest od stycznia częścią mojego życia :D
Po trudnym ciążowym roku dostałam wiatr w żagle, a codzienność z dwiema córkami okazuje się prostsza, wspanialsza, radośniejsza niż mogłam to sobie wyobrazić :) Nie ma w niej trudu, jest tylko wielka radość, że wreszcie jestesmy w komplecie.
Już nie czekam na to co ma przyjść, mamy swój dom rodzinny, mamy ogród, mamy dwie córy :)
To szczęście i poczucie przynależenia do czegoś naprawdę wartościowego powoduje, że czuję spokój, tam w środku, gdzie wcześniej było tylko nierwowe rozedrganie i właśnie wciąż to oczekiwanie na wiatr, który wreszcie coś zmieni.
Zanurzyłam się w naturze, piekę, gotuję, domuję. Zbieram mniszki i kwiaty czarnego bzu na miody, robię syropy z pędów sosny.
Matkowanie mnie porwało i dopełniło :D chusty, karmienie piersią...wspaniały matkowy budyń :D
Nasz dom: ciepły, gościnny, otwa…

Wrzesień...zanurzam się w międzyczasie...

Obraz
Ostatni czas jest inny...właściwie nie mam nic do powiedzenia, wszystko jest tak przyziemnie oczywiste, że szkoda słów by o tym deliberować. Moje ciało przejęło kontrolę i całkiem mnie zdominowało. To stan nazywany Stanem Błogosławionym.... Jednak przyszedł wrzesień, dla mnie czas magiczny i długo wyczekiwany. No właśnie...od paru miesięcy towarzyszy mi uczucie wyczekiwania, całkowicie się w nim schowałam i jakbym całkiem zniknęła, słyszę tylko mijający czas i na niego zwracam uwagę. Dziś jestem sama w domu, rodzina wyjechała na parę dni. Szelest drzew za oknami i Mozart wprawiają mnie w stan błogości i przychodzi do mnie uczucie dawno zapomnianego spokoju ducha, czerpania siły z samotności. Poszłam więc do ogrodu, bosymi stopami chodziłam po trawie, zebrałam trochę malin, czytałam.  Odczułam głęboki sens swojego stanu zawieszenia. Trudno mi się z tym pogodzić, ale nieraz "siedzenie w poczekalni życia" nie jest czasem straconym, tylko chwilą przed wielką podróżą, która przyn…

Idę pod prąd...już podjęłam decyzję.

Obraz
Iść pod prąd i nie oglądać się na innych.
Trudna sprawa...od jakiegoś czasu doświadczam po wielokroć odczucia, jak bardzo różnię się ze swoim poglądem na życie od reszty ludzi...
Nie raz juz miałam oczywiście poczucie, że nie przystaję to "normalnej" rzeczywistości, jednak od czasu przeprowadzki wszystko nie tylko przyśpieszyło ale i wyklarowało się. Widzę, że różnię się bardziej niż początkowo myślałam. 
Przyjaciółka robiła ostatnio badania na naszej rodzince, kulturoznawcze testy ;) Wysnuła wnioski, które okazały się dla mnie przełomowe, bo określiły i nazwały moje samopoczucie od jakiegoś czasu: różnimy się od innych, bo przedmioty mają dla nas mniejszą wartość, ważniejsze są RELACJE i...duchowość.
Mąż zawiesił lustro w przedpokoju, nie-nowe, nie-ładne, z kropkami i zaciemnieniami, zniekształcające odbicie. 
Dla mnie jest jak tryptyk życia: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, jak anioł ze skrzydłami. Pewnie są lustra piękniejsze, modniejsze, bardziej zadbane jednak to lus…

Płodny dom.

Obraz
Światło się zmienia, słońce świeci z ukosa i przenika przez liście nadając powietrzu słomkową barwę. To mój złoty czas...życie pączkuje wewnątrz domu, rodzina owija się w swetrowe kokony, kominek trzaska ogniem...trzeba zagnieść chleb. Mieszkamy tu już rok, ale dopiero czując smak jesiennego powietrza przypomniałam sobie o tym rytuale! Nastawiłam zakwas i z napięciem obserwowałam, jak tworzy się nowe chlebowe życie, dokarmiając i ogrzewając słoiczek. Kawa na stole, ogień płonie, chleb wyrasta, a ja popijając zbożówkę pomyślałam, że chleb tworzy dom, dom płodny, ciepły i rosnący w siłę. Rozkroiłam właśnie bochenek i jest on w istocie kwintesencją domu, a najlepiej smakuje jedzony z kimś, kogo się kocha :) 







Czerwonowłosa wiedźma...

Obraz
Czas zatacza koło :) Znów jestem czerwonowłosa :) Jednak tym razem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Kiedyś byłam jak wiatr, teraz jestem, jak ziemia. Mocno stoję i zaczynam kołysać biodrami. Znów zaczynam taniec kobiecości, jednak teraz mocno przyprawiony siłą i determinacją, cynamonem i henną. Bo przecież kobiecość ma wiele twarzy, wiele wcieleń, wiele mocy... Zaczyna się jesień, Wrzesień to czas wiatru, zmiany, przemiany. Czas już z nową, wielką siłą wejść z impetem w nowy czas. Rudość to ja...

Branie w posiadanie...

Obraz
Dziwne to zagadnienie...egoistyczne...bo branie w posiadanie kojarzy mi się z grabieżą, zagarnianiem.
Jednak w tych słowach kryje się wielka siła zdobywania nowej przestrzeni.
To właśnie skupia moją uwagę, dużo myślę o tym, dlaczego zwlekam z pracami w ogrodzie, dlaczego tak długo trwa urządzanie naszego domu.
Jednego dnia siedząc przy oknie z gorącą kawą oświeciło mnie, że tak naprawdę, boję się wziąć w posiadanie ten dom i ogród, że nie zasługuję by tu osiąść, by tu rządzić...
Siedziałam tak chwil smakując tę swoją bezradność i nieśmiałość względem 113 letniego domu i jego konserwatywnego ducha.
Przyszedł jednak czas, gdy wzięłam córeczkę za rękę i poszłyśmy brać w posiadanie ogród.
Odważyłam się wykopać parę niechcianych krzewów, potem kwiatów, które nie pasowały do mojej wizji ogrodu.
Wzięłam w posiadanie tę przestrzeń, w której dotąd poruszałam się, jak po obcym terenie.
Zapach ziemi był oszałamiający, biedronki chodziły nam po rekach, a ptaki śpiewały w wilgotnej aurze wieczoru.