Gdzie mieszka miłość?




Dzień mamy....dziś bardziej niż w innym czasie czuję tę moc Gdy małe, lepkie rączki obejmują moją szyję, gdy dostaję laurkę i portret z pięknymi rzęsami, znikam, zatapiam się w tej matczynej słodkości. 
Córki to radość mojego życia, jednak codzienność matki jest, jak olimpiada, wielki wysiłek, wielkie skupienie, nie co 4 lata, ale każdego dnia, każdej godziny. Myślę, że każda matka mogłaby z powodzeniem zastąpić generała na wojnie.
Wciąż więc wojuję i zmagam się z rutyną i potrzebą jakiejkolwiek własnej realizacji. Nieraz wygrywam, częściej jednak przegrywam, nakrywam się nogami, a na głowie tańczą mi córy, pies i świnka Peppa. 
Zamykam oczy, czas zwalnia, porwałam Lu na kawę, w tym wykupionej chwili tulimy się do siebie i szepczemy czułe słówka, patrzę na jej warkocze i widzę w tym całym wirze sens, widzę go w każdym splocie jej włosów. Uświadamiam sobie, że właśnie w tych splotach mieszka miłość mamy. Dziś to ja zaplatam miłość w jej warkocze, jutro ona będzie zaplatać warkocze swoim córkom.
Ten wysiłek ma sens, tak jak ma sens bardzo głęboka studnia, z której zawsze można zaczerpnąć czystej wody. Zawieszam więc siebie, bez żalu, w poczekalni i zaplatam córkom warkocze. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wrzesień...zanurzam się w międzyczasie...

Chudy pasztet :) czyli moje pierwsze kroki na poważnie;):)

Moje spotkanie z kobiecością

Idę pod prąd...już podjęłam decyzję.

Kobiecość, w której żyję.

Czerwonowłosa wiedźma...

Branie w posiadanie...

Taka nigdy nie będę...

Nie chcę już czekać...